tytul: J. Nieradka: Mieć miedź, czyli lubuska racja stanutytul: Łużyce w Niemczech: Szwecja chce zatrzymać ekspansję koncernu Vattenfall związaną z węglem brunatnym.tytul: Nowa Premier o polityce energetycznej – dla górników, nie dla społeczeństwa.tytul: Czy rząd Kopacz zda zagraniczny egzamin? Zadecydują kwestie klimatycznetytul: Nowy rząd – nowa polityka klimatyczna?tytul: Na Podhalu wysoki poziom zanieczyszcze- nia powietrza pyłem PM10 tytul: Górnicy blokują przejście graniczne z Rosją. Chcą zablokować kolejne tytul: Inwestujmy, zamiast tylko wydawać!
min
wiadomości

Karpacz: Starosta zgodził się na wycinkę starych drzew w centrum kurortu. Czy rzeczywiście zgodnie z prawem?

Pod koniec ubiegłego roku jeleniogórski starosta błyskawicznie wydał pozwolenie na wycinkę 18 drzew w centrum Karpacza.
opublkowano 26 września 2014

Teren z którego wycięto drzewa. Aktualnie są na nim prowadzone prace ziemne

Kilkudziesięcioletnie dęby, klony i lipy rzekomo były chore i zagrażały bezpieczeństwu. Eksperci, organizacje pozarządowe i wojewódzki konserwator zabytków nie ważą słów – to decyzja wydana niezgodnie z prawem.

Sylwia i Artur Domańscy zwrócili się do jeleniogórskiego starosty Jacka Włodygi z prośbą o umożliwienie im wycinki 18 drzew w centrum Karpacza. Do wniosku dołączyli opinię dendrologiczną, za którą zapłacili z własnych pieniędzy i - jak zastrzegli – wgląd do niej ma jedynie starosta.

–Jako właściciele opinii dendrologicznej wykonanej na nasze zlecenie i nasz koszt, zastrzegamy wyłączne prawo do udostępnienia dokumentu na zewnątrz – zaznaczyli w piśmie do urzędu.

Starostwo postanowiło również przeprowadzić własną wizję lokalną – ale jak dowiadujemy się z notatki specjalisty, który ją przeprowadzał – drzewa miały co do centymetra taki sam obwód, jak w piśmie, które wystosowali do urzędu państwo Domańscy.

Mogą zatem wynikać z tego dwie rzeczy – albo specjalista sporządził notatkę na podstawie wniosku przygotowanego przez biznesmenów, albo jedni i drudzy zmierzyli 18 drzew tak dokładnie, że zabrakło miejsca nawet na pięciomilimetrowy błąd.

Dzień po wizji lokalnej (czyli 12 dni od złożenia przez biznesmenów wniosku o umożliwienie im wycinki), starosta wydał zezwolenie.

Jak uzasadnił:

„Wszystkie drzewa ze względu na brak odpowiedniej statyki, pochylenie gruntu, dużą wysokość i ogromną masę oraz stan zdrowotny, zwłaszcza przy silnych wiatrach, stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi, mienia i ruchu drogowego”.

A urzędnicy wyjaśnili nam, że „organy administracji publicznej są zobowiązane do załatwiania spraw bez zbędnej zwłoki”.

Dwa miesiące temu dolnośląski wojewódzki konserwator zabytków Barbara Nowak-Obelinda uznała, że bezsprzecznie kompetencje do wycinki drzew na tym terenie miał konserwator zabytków, a nie starosta. Podkreśliła również, że działka, z której wycięto drzewa nie tylko znajdowała się w obszarze wpisanym do rejestru zabytków, ale także była objęta indywidualną ochroną.

Urzędnicy jak zwykle niewinni

Zapytaliśmy starosty jeleniogórskiego, czy jego decyzja wynikała z niewiedzy czy raczej dopuścił się urzędniczej samowoli i jeżeli miał wątpliwości – dlaczego po prostu nie zapytał konserwatora zabytków o zdanie. Urzędnicy ze starostwa jednak nie przyznają się do błędu.

Jak wyjaśnił nam Piotr Włodarkiewicz dyrektor wydziału ochrony środowiska i rolnictwa ze starostwa w Jeleniej Górze, orzecznictwo NSA nie pozostawia żadnych wątpliwości, że starosta decyzję miał prawo wydać. Urzędnicy powołują się na dwie decyzje sądu. Pierwsza dotyczy wycinki 5 drzew o charakterze współczesnej zieleni z terenu nieobjętego indywidualną ochroną, a druga – wycinki jednego kasztanowca, który znajdował się w pobliżu zabytku, ale nie na terenie wpisanym do rejestru.

Pozytywnie o wycince wyraża się również burmistrz Karpacza, Bogdan Malinowski, który nie podejmie w tej sprawie żadnej interwencji, twierdząc, że konserwator zabytków uzurpuje sobie prawo do decyzji, która w jego gestii nie leży. Dodajmy, że teren z którego wycięto drzewa znajduje się praktycznie naprzeciwko urzędu miasta w Karpaczu.

Z kolei radny miejski Wiesław Czerniak, ma w tej sprawie wątpliwości.

-Na terenie po wyciętych drzewach biznesmeni prowadzą prace ziemne i chcą na nim umieścić obiekt tymczasowy, co jest niezgodne z planem zagospodarowania przestrzennego miasta – podkreśla Wiesław Czerniak.

Jednak we wniosku o pozwolenie na wycinkę drzew, nic o pracach ziemnych nie ma.

W oficjalnym wniosku biznesmenów, czytamy:

-Przyczyną usunięcia drzew jest ich zły stan zdrowotny oraz związane z tym zagrożenie bezpieczeństwa dla ludzi i mienia.

Kto zyskał, kto straci

W przypadku nielegalnej wycinki drzew stosuje się kary finansowe odpowiednio do gatunku drzewa i obwodu jego pnia. Zgodnie z przepisami – opłaty za wycięcie drzew z terenu uzdrowisk oraz nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków czy terenów zieleni są o 100% wyższe.

Gdyby Sylwia i Artur Domańscy zwrócili się z wnioskiem o wycinkę do konserwatora zabytków, a ten nie wyraziłby zgody, wtedy pozostałoby im usuwanie drzew na własną rękę, co zgodnie z przepisami wiąże się z karą finansową. Jak można łatwo wyliczyć, maksymalna opłata za wycinkę osiemnastu drzew o podanych obwodach mogłaby sięgnąć nawet 40 tys. zł.

Jak wyjaśnia nam Krystian Mieszkała, specjalista ds. budżetu i finansów doktorant w katedrze prawa finansowego Uniwersytetu Wrocławskiego, rodzina Domańskich kary nie zapłaci, ponieważ posiadała decyzję starosty.

-Należy zaznaczyć, że zgodnie z przepisami starosty nie można obciążyć karą za nielegalne usunięcie drzew, ponieważ takie kary są nakładane tylko na osoby, które samowolnie dokonały wycięcia drzew. Jeżeli miasto Karpacz lub organizacja ochrony przyrody wystąpi o odszkodowanie, to koszty kontrowersyjnej decyzji wydanej przez jeleniogórskiego starostę poniesie starostwo czyli podatnicy – wyjaśnia Krystian Mieszkała. - W tym przypadku zezwolenie na usunięcie drzew wpisanych do rejestru zabytków mógł wydać tylko wojewódzki konserwator zabytków i nie ma przepisów, które pozwalałby na to staroście. Organy władzy publicznej są zobowiązane do działania na podstawie i w granicach prawa. Takie zachowanie organów władzy samorządowej należy ocenić negatywnie, ponieważ na tych organach spoczywa szczególny obowiązek przestrzegania przepisów prawa – zauważa.

Jak się dowiedzieliśmy, interwencję w sprawie wycinki zamierza podjąć również Stowarzyszenie Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudeckiej, które będzie się domagać odszkodowania z przeznaczeniem na nasadzenie nowych drzew. Czekamy również na odpowiedź wojewódzkiego konserwatora zabytków, co zamierza zrobić w tej sprawie.

komentarz redakcji:

min

Nie tylko we Wrocławiu mamy do czynienia z bezmózgowiem i arogancją w stosunku do zieleni i drzew. W Karpaczu też rżną zabytkowe drzewa dodatkowo łamiąc prawo. Ta cywilizacja- podcinajaca drzewa na których siedzi- zginie.

Radek Gawlik

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.