tytul: Awaria polskiej elektrowni jądrowej zagrozi Trójmiastu i Warszawietytul: Akustyczny komunikat bałtyckich morświnówtytul: Brytyjska lekcja interwencji w energetyce tytul: Polska niepotrzebnie straszy wetem klimatycznymtytul: debata 2602 lead Cele UE na 2030 rok szansą na rozwój polskiej gospodarki tytul: Odnawialne źródła energii czekają na plantytul: Zdaniem Europejczyków działania w dziedzinie klimatu sprzyjają naprawie gospodarki i zwiększaniu zatrudnienia tytul: Komisarz UE nawołuje do polityki klimatycznej, nawiązując do Ukrainy
min
wiadomości

Wielka zagadka polskiego węgla

Węgiel to nasz narodowy skarb - powtarzają politycy. Ale jak długo jego wydobycie będzie w Polsce opłacalne - tego nie wie nikt.
opublkowano 15 marca 2014

Resort gospodarki pracuje nad dokumentem „Polityka energetyczna Polski do 2050 r.“. Ministerstwo ma już jego podstawowe założenia, ale z końcowym szlifem wstrzymuje się do unijnego szczytu klimatyczno - energetycznego  21 marca.

Na szczycie szefowie państw i rządów UE powiedzą co myślą o przedstawionych w lutym propozycjach Komisji Europejskiej. Marzec może - choć nie musi - przesądzić o kształcie unijnej polityki do 2030 r. (patrz Polska niepotrzebnie straszy wetem klimatycznym)

Jest nadzieja - choć słaba -, że  w „Polityce energetycznej“ po raz pierwszy znajdziemy informację, która może zmienić całe myślenie o polskiej energetyce. Chodzi o zasoby węgla kamiennego.  Zapewnia nam 60 proc. prądu, ok. 30 proc. daje węgiel brunatny.

Oczywiście zasoby węgla  są dobrze zbadane przez geologów jeszcze od czasów PRL. Tzw. zasobów operacyjnych czyli nadających się do (opłacalnego) wydobycia mamy ok. 3,9 mld ton. Przy wydobyciu sięgającym 70 mln ton rocznie ( z czego 60 mln to węgiel energetyczny, reszta koksujący używany w hutach), starczy nam go jeszcze na kilkadziesiąt lat. Ale to czysta teoria, która z życiem nie ma nic wspólnego.

Ile mamy bowiem w kraju węgla kamiennego rzeczywiście nadającego się do wydobycia po opłacalnych cenach – tego nie wie nikt.

Tajne przez poufne, bo nieistniejące?

- To jest duży mankament polskiego systemu klasyfikacji złóż. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że zasoby operatywne są zasobami rzeczywiście operatywnymi w dwóch spółkach giełdowych – Bogdance i Jastrzębskiej Spółce Węglowej. A największy problem jest w Kompanii Węglowej i Katowickim Holdingu Węglowym - mówi nam dr inż. Jerzy Kicki z Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk, który zawodowo zajmuje się analizą opłacalności złóż.
 
Z obu tych spółek wyciągnięcie informacji o ekonomicznie opłacalnych zasobach węgla jest praktycznie niemożliwe. - Mamy te dane - twierdzi osoba z Kompanii. - Nie udostępniamy ich, bo wywołałoby to niepotrzebne poruszenie w kopalniach, które ze względu na ograniczone zasoby są skazane na nierentowność.

Kicki powątpiewa w tę wersję. - Nie ma takich danych, myślę, że ten ktoś fantazjuje.Z kolei według niego KHW, który kilka lat temu miał iść na giełdę, planował taki audyt. Ostatecznie ani do debiutu ani do audytu nie doszło.

- W KHW  są przeprowadzane wewnętrzne analizy dla określonych części zasobów. Na podstawie tych analiz możliwa jest wycena poszczególnych pokładów lub części pokładów (aktualnie eksploatowanych lub planowanych), jednak ich zbiór nie stanowi wyceny całkowitej wielkości posiadanych złóż węgla - wyjaśnia Agnieszka Mika z KHW.

- Analizy powinny być sporządzane przez niezależne firmy. Spółki węglowe są  w stanie udowodnić, że kopalnia, która ma złoża na dwa lata, może być eksploatowana przez 15 lat - śmieje się Kicki.

Kopalnie jak mieszkania

- W spółkach wydobywających węgiel energetyczny są kopalnie rentowne i nierentowne - tłumaczy Przemysław Vonau z firmy doradczej Roland Berger, która sprawdzała jak można podnieść efektywność w śląskich spółkach węglowych.

- W kilku najgorszych kopalniach trzeba dopłacać kilkadziesiąt zł do każdej tony węgla. Czasami spółki poprawiają trochę wyniki nierentownych kopalń - często węgiel sprzedawany po wysokich cenach idzie  właśnie z tych nierentownych, po to aby poprawić ich wskaźniki. Pogarsza to z z kolei wyniki najlepszych kopalń, które  kosztowo wcale nie ustępują Bogdance. W sumie nierentowne kopalnie fedrują co roku ok. 500 mln zł strat - mówi Vonau.

Tymczasem, restrukturyzacja zwłaszcza Kompanii Węglowej idzie jak po grudzie, bo związki zawodowe oprotestowują jakikolwiek bardziej radykalny plan przewidujący likwidację nierentownych kopalń, choć Kompania jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. A rząd - formalny właściciel Kompanii i KHW nie ma zamiaru walczyć z górniczymi związkami.

Patrz Na Barbórce premierowi zabrakło odwagi

- Wyobraźmy sobie właściciela 15 mieszkań, który chce je wynajmować. Są stare i wymagają remontów. Siedem jest w takim stanie, że właściciel w ogóle nie może ich wynająć i musi  dopłacać do ich utrzymania.Racjonalny właściciel pozbyłby się ich, zainwestował w pozostałe, wyremontował je, dzięki czemu mógłby podnieść czynsze i zarabiać więcej - tłumaczy Vonau.

- Nie da się uciec od najprostszych praw ekonomii, tymczasem znaczna część branży wierzy, że górnictwo tym prawom nie podlega.

Według menedżera Roland Berger KHW, które jeszcze dwa lata temu miało najgorszą sytuację, dziś trzyma się lepiej. - Spółka się restrukturyzuje, poza tym płace są tam niższe - mówi Vonau.

Dopłacać do wydobywanego węgla w nierentownych kopalniach oczywiście nie da się w nieskończoność, Czy grozi więc nam strukturalny deficyt krajowego węgla i zastąpienie go importem?  Vonau mimo wszystko wątpi w takie czarne prognozy. - Sądzę, że rentowne spółki jak Bogdanka, Południowy Koncern Węglowy ( należący do Taurona) plus oczywiście rentowne kopalnie ze Śląska będą w stanie zaspokoić popyt.

Bankrutuj, ale wydobywaj

Mirosław Taras, były prezes Bogdanki, najbardziej rentownej kopalni w Polsce, twierdzi, że problemem są też złe przepisy, które zmuszają właściciela koncesji na wydobycie węgla do eksploatacji,  nawet jeśli w międzyczasie zmieniła się cena węgla i wydobycie w tym miejscu przestało się opłacać.

Jak tłumaczy prof. Marek Nieć z PAN,  wynika to z całej filozofii wydobycia węgla w naszym kraju. - Państwo chce uniknąć rabunkowej eksploatacji, kiedy ktoś zdejmuje najlepsze pokłady węgla, a resztę zostawia. Takich porzuconych złóż często nie da się już odzyskać.

Ale takie podejście w dzisiejszym świecie jest anachronizmem. - W Australii kopalnie należą wyłącznie do firm prywatnych – wyjaśnia Ben Stoikovich, wiceprezes spółki Prairie Down Metals, która chce wydobywać węgiel w Polsce (patrz: Czy kangury pofedrują w Polsce?). – Firmy mogą wydobywać surowce w zależności od warunków ekonomicznych. Mogą zamykać kopalnie, podnosić i obniżać produkcję, byleby zachować bezpieczeństwo pracowników.  Tak samo jest w USA i Indonezji. Te trzy kraje plus Rosja to kluczowi dziś eksporterzy węgla.

Potwierdza to Michał Owerczuk, konsultant z Boston Consulting Group, uczestniczący w projekcie górniczym w Australii. - Zamknięcie kopalni to decyzja biznesowa i jeśli wydobycie się nie opłaca, to kopalnie się zamyka. Ale ponieważ wydobycie jest tu 10- a nawet 20-krotnie wyższe niż w Polsce, takie sytuacje zdarzają się rzadko.

Kto powie - sprawdzam?

Według Jerzego Kickiego w Ministerstwie Gospodarki powoli rośnie świadomość wagi problemu. - Kilka dni temu rozmawiałem z prof. Kaliskim, dyrektorem Departamentu Górnictwa w resorcie gospodarki. Zapewniał mnie, że chcą wreszcie wiedzieć, ile tych zasobów mamy.

Ale od „chcenia" do otrzymania rzeczywistych wyników droga jest daleka. - Nie ma rozwiązań informatycznych przede wszystkim. Takie z prawdziwego zdarzenia ma tylko Bogdanka, która w ciągu dwóch godzin jest w stanie podać ile ma węgla opłacalnego w zależności od ceny - mówi Kicki. - Można by  to zrobić bardzo szybko gdyby istniały cyfrowe mapy złóż. Prawdziwe cyfrowe, a nie zeskanowane papierowe, jak dzisiaj.

Jak taka analiza powinna wyglądać? Kicki tłumaczy:  -  Liczymy zasoby węgla przy trzech scenariuszach - optymistycznym, pesymistycznym i pośrednim– np. gdy węgiel kosztuje 100 dol za tonę, 50 dol. i 70 dol.  Tak się to robi na świecie. To musi potrwać kilka miesięcy.
- Obecna sytuacja jest bardzo niedobra,  ta wiedza jest ogromnie potrzebna - dodaje.

Kicki, podobnie jak Mirosław Taras, również widzi potrzebę zmiany przepisów. - Jest rozporządzenie resortu środowiska, które mówi jak należy przedstawić zasoby operatywne. Ale to jest tylko kupa eufemizmów. Resort powinien określić standard liczenia złóż. Biorę określony poziom ryzyka, przyjmuję określone ceny, powinny być podane wskaźniki rentowności. I wtedy zasoby operatywne są zasobami rzeczywiście wiarygodnymi.- A jeżeli ktoś mówi, że mamy węgla na 100 lat, to gada bzdury - kwituje Kicki.

Oczywiście można zadawać pytanie dlaczego przez tyle lat nikt takiej analizy nie zrobił. Ale to w tej chwili nie ma już znaczenia. O wiele ważniejsze jest zmuszenie rządu do odpowiedzi na jakiej podstawie zakłada, że węgiel na długie lata będzie naszym najważniejszym paliwem.  Dziś przecież nie ma żadnej pewności, jaką część węgla trzeba będzie w 2030 r. importować,  bo wydobycie w Polsce będzie zbyt drogie.

źródło: http://wysokienapiecie.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.