tytul: Księżopolski: Okrakiem na klimatycznej barykadzietytul: Prezes TGPE: przecena energetyki możliwa na wielką skalętytul: Polityka energetyczna 2050tytul: regulamin konkursu Plakatem W Smogtytul: Zorganizuj akcję Recykling daje owocetytul: 100 lat niszczenia Puszczy Białowieskiej.tytul: W Polsce kończy się węgieltytul: Papież Franciszek sprzymierzeńcem
min
wiadomości

Elektrownia atomowa w Polsce nigdy nie powstanie

Wywiad z prof. Janem Popczykiem z Politechniki Śląskiej, który ma odwagę iść pod prąd
opublkowano 07 września 2015

Rząd ciągle nie ma jasnej strategii dla energetyki. Obecnie konsultowany projekt „Polityka energetycznej państwa do 2050 roku” mnoży scenariusze. Nie wiadomo jaki udział w bilansie energetycznym będzie miała energia jądrowa – czy 12 proc, czy 60 proc. Jak w takich warunkach planować inwestycje?

- Ten program nigdy nie zostanie zrealizowany, ta elektrownia nigdy nie zostanie wybudowana. To jest program dla nielicznych, którzy zrobili sobie z niego interes życia. Wciąż nie została rozstrzygnięta sprawa lokalizacyjna. Studia lokalizacyjne dla pierwszej elektrowni rozpoczęto w latach 60-tych, a dopiero w połowie lat 80-ych rozpoczęła się budowa, którą zakończono w 1990 roku. Mówię o Elektrowni Żarnowiec, na którą bezsensownie wydano ponad miliard dolarów. Te pieniądze przepadły. Pozostały fundamenty, których łatwo się nie zlikwiduje, z którymi coś trzeba zrobić. Była też druga nieudana próba włączenia Polski do klubu energetyki jądrowej. W 2006 roku rząd PiS podjął decyzję o przystąpieniu Polski do budowy elektrowni w Ignalinie. Elektrownia miała być budowana przez Litwę, Polskę, Łotwę i Estonię, a prąd miał popłynąć z niej już w 2011 roku. Do dziś rząd polski nie „rozliczył” się z tego projektu, chociaż wcześniej było wokół niego wiele propagandy. Teraz mamy trzeci przypadek: „zamaszysty” program budowy aż dwóch elektrowni, w każdej dwa bloki 1600 MW, razem 6400 MW.

Czy potrzebujemy tej elektrowni? Czy energia jądrowa może być cenowo konkurencyjna?

- PGE, które jest najbardziej zainteresowane programem jądrowym twierdzi, że muszą być kontrakty różnicowe. To by oznaczało, że ta energia nie będzie konkurencyjna, ponieważ kontrakty różnicowe zapewniają gwarancję ceny inwestorom, a koszty poniosą odbiorcy energii elektrycznej i podatnicy. To podobny mechanizm jak kontrakty długoterminowe, które znamy z przeszłości, za które zapłaciliśmy 15 mld zł. Kontrakty różnicowe to nic innego jak nowoczesny model starej praktyki. Wielka Brytania uzyskała pozwolenie na kontrakty różnicowe w ubiegłym roku. Ten mechanizm jest formą subsydiowania energetyki, obciąża odbiorców, zamiast tworzyć konkurencyjny rynek energii.

Czy to oznacza, że będziemy inwestować w produkcję energii z węgla?

- Polska jest małym rynkiem wydobywczym węgla (roczne wydobycie 65 mln ton), poniżej 1 proc. wydobycia światowego (roczne wydobycie ponad 7 mld ton). Na świecie istnieje ogromna nadpodaż taniego węgla, który można importować. Polskie górnictwo jest absolutnie niekonkurencyjne. Podobnie jest w innych krajach Europy. Czesi likwidują górnictwo już w przyszłym roku, Niemcy zamykają ostatnie kopalnie w 2018 roku, Wielka Brytania ma na razie ok. 10 mln ton wydobycia, Hiszpania około 5 mln ton. Nie można z rynkiem wydobywczym w Europie wynoszącym 65 mln ton bronić górnictwa. Dlatego, że koszty stałe infrastruktury niezbędnej do kontynuacji wydobycia, rozłożone na tak niewielkie wydobycie, czynią węgiel bardzo drogim. Rosną także koszty związane z pogarszaniem się uwarunkowań geologicznych. Wszystko wskazuje zatem na to, że będziemy importować węgiel do bloków energetycznych budowanych z wielkim rozmachem; know how i dobra inwestycyjne dla tych bloków pochodzą od dostawców zagranicznych. A to jest model kolonialny.

Czyli coś w rodzaju systemy nakazowo- rozdzielczego. Co zrobić, żeby go uniknąć?

- Czerpać wzorce ze świata. Przyjżyjmy się Niemcom, którzy z energetyki odnawialnej mają już znacznie więcej energii elektrycznej niż całe polskie zapotrzebowanie. Niemcy na nikogo się nie oglądają, konsekwentnie dążą do celu, nie chcą czekać – budują potęgę energetyczną w oparciu o źródła odnawialne. Powinniśmy iść w ich ślady, bo jeśli się odwrócimy od postępu technologicznego, to za chwilę upodobnimy się do Białorusi. Świat inwestuje w źródła odnawialne, w efektywność energetyczną. My budujemy energetykę, która za chwilę będzie ogromnym balastem dla gospodarki. To co nam funduje państwo to stranded cost (koszty osierocone).

źródło: http://pl.blastingnews.com

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.