tytul: Nowa rowerowa rzeczywistość na polskich drogach.tytul: Greenpeace chce kupić branżę węgla brunatnego należącą do koncernu Vattenfaltytul: Prezydent podpisał ustawę antysmogową – jest nadzieja na czyste powietrze!tytul: Cyknij w recyklingtytul: EkoSpotkania w Oleśnicytytul: Miastko na drodze do samo- wystarczalności energetycznejtytul:  Polityką klimatyczną w kryzys migracyjnytytul: Kończy się czas węgla brunatnego.
min
wiadomości

Co z tym dorszem?

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi ogłosiło czasowe zawieszenie działalności połowowej dla jednostek poławiających w strefie przybrzeżnej.
opublkowano 7 października 2015r.

Powodem wprowadzenia ograniczenia jest ochrona żywych zasobów dorsza bałtyckiego. Sytuacja związana z  występowaniem dorsza w Bałtyku jest zła, to wiedzą wszyscy. Nikt za to nie wie do końca dlaczego. 

- Nie znamy do końca przyczyn powodów, dla których populacja dorsza nie osiąga rozmiarów takich, jakie mogliśmy obserwować na przykład na początku lat osiemdziesiątych – skomentował w rozmowie z GospodaraMorska.pl Maciej Kwiatkowski ze Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.

Hipotez jest co najmniej kilka. Istotną przyczyną złego stanu dorsza jest brak jego wędrówek za szprotem. W latach osiemdzisiątych nie było z tym kłopotu. Wówczas połowy tej ryby sięgały 120. tysięcy ton, dziś to  20. tysięcy. Wtedy jednak obserwowaliśmy bardzo dobre warunki hydrologiczne w Bałtyku. Stado dorsza było znacznie większe i charakteryzowało się lepszą kondycją. Dorsz był jednak rozproszony po całym Bałtyku, obserwowany był nawet w rejonie zatoki fińskiej. Większe rozrzedzenie stada oznacza mniejszą konkurencję związaną z poszukiwaniem pokarmu.

Czytaj więcej na ten temat: Kryzys dorsza w wodach Bałtyku minie za dwa lata

Mała waga pokarmowa dorszy ma też związek z niewielkim zasoleniem Bałtyku, który jest morzem o utrudnionym dopływie wód oceanicznych oraz dużym spływie wód rzecznych i opadowych. W rezultacie ma ono dodatni bilans wodny, co oznacza, że wody bałtyckie stale odpływają do sąsiedniego Morza Północnego. Podczas silnych, zachodnich wiatrów wody przelewają się przez cieśniny z zachodu na wschód. Zjawisko to nazywane jest wlewem. Brak częstych wlewów do Bałtyku w ostatnim dziesięcioleciu spowodował wiele niekorzystnych zmian w jego ekosystemie. Duże obszary beztlenowe spowodowały zmiany w stanie zasobów ryb, w szczególności dorsza ograniczając m.in. obszar jego występowania czy odbywanie tarła.

Na szczęście pod koniec ubiegłego roku nastąpił potężny wlew wód z Morza Północnego do Bałtyku. Według wstępnych szacunków Leibniz Institute for Baltic Sea Research Warnemünde był to trzeci co do wielkości wlew obserwowany od początku prowadzenia tego typu badań, czyli od 1880 roku. Stwarza on szansę na pozytywne zmiany w natlenieniu Morza Bałtyckiego, co będzie miało także istotne znaczenie dla rybołówstwa na tym akwenie. Wody wlewu dotarły do Głębi Gdańskiej, Borholmskiej i nawet Gotlandzkiej. Obszary te będą mogły ponownie stać się tarliskami dorsza.

- Wlew spowodował, że stado dorsza się rozrzedziło i obserwujemy większą dostępność bazy pokarmowej. Z naszych badań wynika, że w tym roku już poprawiła się jego kondycja. Mamy nadzieję, że ten trend się utrzyma – skomentował w rozmowie z GospodarkaMorska.pl dr Krzysztof Radtke z Morskiego Instytutu Rybackiego - Państwowego Instytutu Badawczego.

Naukowcy są również zdania, że mały rozmiar dorsza może sugerować przystosowanie się tej populacji ryb do stanu zasobów pokarmowych. Dorsze osiągają mniejsze rozmiary i szybciej przystępują do tarła. - Takie zjawisko obserwujemy w świecie ryb dość często. Jeśli mamy do czynienia z przetrzebieniem populacji lub z małą bazą pokarmową, ryby szybciej dojrzewają osiągając jednocześnie mniejszy rozmiar -  powiedział Maciej Kwiatkowski.

Wpływ na słabą kondycję niektórych dorszy może mieć również wzrost populacji fok. - Obserwujemy bowiem u dorsza występowanie pewnych nicieni, które występują u fok. W tej chwili analizujemy dane związane z tym problemem – powiedział Krzysztof Radtke. - Uszkodzona wątroba ma niewystarczajacą wydolność fizjologiczną. Nicienie zawarte w wątrobie mogą również powodować zwiększoną śmiertelność ryb - dodał.

Czy działalność człowieka ma bezpośredni wpływ na sytuację dorsza w Bałtyku? Niektórzy twierdzą, że wszystkiemu winne jest stosowanie  tzw. trałowania dennego i połowów paszowych. Duże statki rybackie (trawlery) ciągną za sobą po dnie morskim obciążone sieci trałowe (niekiedy nawet na głębokości 2 km), które działają jak "podmorskie buldożery" - zagarniają i niszczą wszystko, co znajdzie się na ich drodze. Na stosowanie tej metody przez norweskie i duńskie koncerny skarżą się szczególnie polscy rybacy. Ich zdaniem trudna sytuacja z dorszem po części jest ich winą. Naukowcy są jednak dalecy od ferowania wyroków.

- Nie ma jednoznacznych wyników, które by potwierdziły hipotezę, że to właśnie połowy paszowe powodują, że zmniejsza się dostępność pokarmu dla dorsza.  Nie zapominajmy, że nasi rybacy też prowadzą takie połowy. Są polscy armatorzy, którzy swoje statki przysposobili do połowu szprota – skomentował dr Krzysztof Radtke. - Ważne jest, abyśmy wszyscy mieli świadomość, że należy w odpowiedni sposób eksploatować zasoby Morza Batyckiego - dodał. 

Nuakowcy podkreślają, że należy stosować się do wszelkich wymogów, norm i wytycznych ustalanych przez władze. Istotne jest przestrzeganie okresów ochronnych, nieprzeławianie i nieodławianie młodocianej ryby.

- Trzeba też podpowiedzieć jasno, że Polacy wypuszczają najwięcej zanieczyszczeń do Morza Bałtyckiego. To co my dostarczamy morzu, powoduje że w jego osadach mogą się kumulować różne substancje, które ograniczają lub nawet uniemożliwiają rozwój całej biocenozy. Morze jest elementem układanki z tego, co zbieramy z całej Polski – skomentował Maciej Kwiatkowski.

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.