Odkrywki Europa - WL

Wycinka niemieckiego lasu Hambacher Forst a sprawa polska

28 listopada 2017
min
(galeria fotografii)

Zwolennicy odkrywek w Polsce uważnie czekają na każdy ruch Niemiec w sprawie odkrywek.

Chętnie też wykorzystują zdobytą wiedzę do poparcia swoich planów dla nowych kopalni węgla brunatnego. Niemcy traktowane są przez polskich ekologów często jako kraj transformacji energetycznej i przykładu na poszanowanie przyrody oraz praw człowieka. Niestety nie wszystko jest tak kolorowe, jak byśmy chcieli. Co prawda możemy świętować zwycięstwo naszych kolegów i koleżanek z Łużyc odnośnie zakończenia planów budowy kopalni Jänschwalde Nord. Nie zapominajmy jednak, że w Niemczech wciąż rozbudowuje się istniejące odkrywki. Polscy zwolennicy tylko czekają na takie informacje. Co prawda w kraju nad Renem nie planuje się obecnie nowych odkrywek, ale niestety realizowane są już dawno podjęte postanowienia. Wystarczy podać aktualny przykład rozbudowy gigantycznej odkrywki Garzweiler w Nadrenii Północnej-Westfalii. To właśnie jej rozszerzenie wiązać się będzie ze zniszczeniem lasu Hambacher Forst. Lasu starego, pięknego, o jakie w Niemczech trudniej niż w Polsce. Rozbudowa tej odkrywki pogrzebie też stare wsie o średniowiecznej zabudowie, wraz z kościołami i cmentarzami.

Nieszczęścia chodzą parami

Niestety mamy do czynienia z fatalną koincydencją. Kiedy w Polsce planowana jest odkrywka Ościsłowo, która może zniszczyć starożytne kurhany, jeziora i wsie, a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakłada na Polskę karę za wycinkę Puszczy Białowieskiej, w Niemczech trwa w najlepsze rozbudowa jednej największych kopalni odkrywkowej w Europie. Wycina się stary las pomimo protestów społecznych i organizacji jak m.in. BUND. Co więcej, policja nie postępuje z aktywistami bynajmniej w łagodny sposób. Nic lepszego niż podobne zdjęcia dla zwolenników spalania węgle brunatnego, a często także fanów wycinki Puszczy Białowieskiej. Kolokwialnie to ujmując - trafił się im niezły kąsek. Do Hambacher Forst wjechały policja i harwestery. Mimo nacisków ekologów z BUND oraz skierowaniu sprawy do sądu, zapadł wyrok w Kolonii, że las może zostać zniszczony.

Co nam Niemiec będzie mówić

Na reakcję nie trzeba było czekać długo. Pojawiło się już wiele odpowiedzi medialnych. Co prawda wiele z nich można uznać za manipulację, ale dla przeciętnego zjadacza chleba wystarczy obraz niemieckiej policji pacyfikującej aktywistów broniących lasu, aby uznać, że nie będzie nas nikt pouczać jak się obchodzić z dziką przyrodą oraz dziedzictwem kulturowym. Jeżeli Niemcy biją swoich aktywistów i wycinają las pod budowę odkrywki, to dlaczego mielibyśmy się w Polsce przejmować opiniami, że nasz kraj nie szanuje przyrody czy demokracji?  Tendencyjny artykuł ukazał się na przykład na portalu „wPolityce”.

Na czym polega manipulacja tekstu, który tam się ukazał? Otóż o planowanej wycince lasu Hambacher Forst oraz zniszczeniu autostrady A44 pod budowę kopalni Garzweiler II wiadomo było od dawna. Kopalnia działa tam od 37 lat. Zezwolenie na rozbudowę kopalni, koncern RWE („Reńsko-Westfalski Producent Energii Elektrycznej”) dostał już dawno temu w roku 2006.

Las Hambacher Forst nie jest też Parkiem Narodowym (niestety). Dlaczego jednak niemieckim aktywistom tak zależy na tym lesie? Oprócz samego protestu przeciwko rozbudowie kopalni dochodzi jeszcze coś, co dla Polaków może się wydać dziwne. Otóż las jak Hambacher Forst jest jednym z niewielu takich dzikich lasów w Niemczech! Mieszkańcy za Odrą żyją w zupełnie innym krajobrazie niż my w Polsce – środowisko w Niemczech jest po prostu dużo bardziej antropogeniczne - o wiele bardziej przekształcone przez ludzi. Świadczą o tym chociażby słowa pisarza Petera Wohllebena, który w swoich książkach, m.in. „Duchowym życiu zwierząt” pisze: „Nasz krajobraz wygląda jak jedyny z swoim rodzaju patchwork, przynajmniej z punktu widzenia dzikich zwierząt. Wielkie obszary, nieposiekane osiedlami czy drogami, należą do przeszłości, a gdyby ktoś z was zechciał się kiedyś zgubić na pustkowiu, to mu się nie uda” (s. 163). Autor zwraca też uwagę, że ostoją dzikiej przyrody z Niemczech są najczęściej miasta, np. w parkach albo w miejscach nieużytków, w starych budynkach. Poza miastami można spotkać raczej „pustynie agrarne”, nie mówiąc o tym, że lasy w Niemczech są w większości prywatne i nie wolno do nich swobodnie wchodzić. W większości lasów „kombajny zrębowe ścinają jedno drzewo po drugim” (s. 233). Las Hambacher Forst jest tu wyjątkiem. Nie prowadzono w nim gospodarki leśnej od lat. Pewnie też dlatego, że obszar ten był przeznaczony na zniszczenie pod odkrywkę. Stał się on siedliskiem wielu gatunków roślin, miejscami przypomina puszczę, pięknie jest tam latem, kiedy drzewa liściaste zasłaniają widok na sąsiadującą odkrywkę i elektrownię. Las stał się też miejscem życia dla aktywistów, którzy chronili go od lat. Było te jedno z niewielu miejsc w Europie, gdzie prowadzony był nieustający protest polegający na zajmowaniu własnymi ciałami miejsc w lesie i na drzewach przeznaczonych pod zniszczenie. Nie dziwi więc fakt, że Hambacher Forst  stał się magnesem dla aktywistów ekologicznych z Europy a nawet ze świata. Protest tam trwał dużo wcześniej niż rozpoczęła się wycinka Puszczy Białowieskiej. Opór przyciągnął też dużo więcej osób, pewnie też dlatego, że tego rodzaju aktywizm ma w Niemczech dłuższą historię i wśród protestujących można znaleźć dzieci czy wnuki niemieckiego ruchu antyatomowego.

Porównywanie protestu aktywistów w Hambacher Forst do sytuacji nielegalnej wycinki Puszczy Białowieskiej jest jednak nadużyciem. O wycince Puszczy, Parku Narodowego i dziedzictwa UNESCO zadecydował Minister Środowiska, w jednej osobie z dyrektorem Lasów Państwowych. W przypadku Hambacher Forst, lasu cennego, ale nie znajdującego się pod taką ochroną jak Puszcza – zadecydował sąd.

 Są jednak podobieństwa. Niszczenie lasu oraz rozbijanie obozu postępuje bez skrupułów. Aktywiści z Hambacher Forst mówią: „RWE przychodzi, wycina nasze domy, ale także naszą przyszłość. Na terenie lasu jest policja, ciężki sprzęt oraz psy. To wszystko podnosi, niestety, ciśnienie i stres nas wszystkich”. Policja z kolei mówi o „Mamy do czynienia z prowokacją aktywistów” w odpowiedzi rozgania ich gazem pieprzowym.
Organizacje ekologiczne zwracają uwagę, że działania te są pozbawione sensu. Państwo niemieckie nie zawróci z transformacji energetycznej i wycofanie się z węgla jest kwestią najbliższych lat. Może w tym wypadku mamy do czynienie z ostatnią „satysfakcją” lobby węglowego, że pokonali ekologów. Zwycięstwo krótkoterminowego myślenia, które zabije prastary, wyjątkowo cenny na tym obszarze las.

Nie tylko aktywiści traktowani są w tym proteście jak intruzi. Mieszkańcy okolicznych wsi także nie mają wiele do powiedzenia. Czeka ich wyprowadzka. Mimo że dobrze prosperują na swoich ojcowiznach zmuszeni są do opuszczenia swoich gospodarstw. Dodajmy, że oferta jaką RWE ma dla mieszkańców pobliskich wsi jest o wiele bardziej atrakcyjna niż np. koncernu PGE dla mieszkańców gminy Złoczew czy Ostrówek. Mimo to w większości ludzie nie chcą zostawić swoich domostw, gospodarstw, historii, życia. Rozpad już następuje. Koncern wysiedlił ludzi, następnie zaczął niszczyć wsie. Pozwolił na odprawienie ostatniej mszy w kościele w Immerath. Dzwony w kościele zostały ściągnięte a kościół przestał być kościołem. Co ciekawe dzwony ze zniszczonego kościoła znalazły swój nowy dom w świątyni w polskiej Bielawie na Dolnym Śląsku. Pozostali mieszkańcy pogodzili się ze swoim losem. W wywiadach udzielonych dla mediów nie rozumieją też, co robią aktywiści spod Stuttgartu czy z Anglii w okolicznym lesie. Nie rozumieją chyba, że ochrona klimatu oraz sprzeciw wobec koncernów energetycznych i kapitalizmu w postaci harwestera nie ma adresu.

Wycinka

Nie tylko „Wycinka” (Holzfällen), dramat Thomasa Bernharda, ukazuje absurdy i dwulicowość człowieka. Wycinka lasu Hambacher Forst jest świadectwem czegoś zupełnie niepojętego. Pokazuje dwulicowość władz federalnych i landowych.  Jak bowiem podaje telewizja WDR: „RWE działa w granicach prawa oraz przy uzasadnieniu jakim jest bezpieczeństwo dostaw energii. Tak brzmi stanowisko koncernu”. Dodajmy, że mówimy o Niemczech, kraju transformacji energetycznej i poszanowania dla przyrody.

Absurdalność tej sytuacji przekracza niestety granice Niemiec. Sprawa ta może bowiem zarażać umysły zarówno zwolenników kopalni węgla brunatnego jak i nieprzekonanych jeżeli chodzi o ochronę środowiska. Pojęcia niestety przestarzałego, bowiem sugerującego, że możliwe jest  oddzielenie ochrony środowiska od sfery społecznej. Sytuacja w nadreńskim lesie może bowiem spowolnić wysiłki Polek i Polaków w walce o czyste powietrze, ochronę rodzimej przyrody czy wyzwolenie się obywateli w zakresie produkcji energii elektrycznej. Można się bowiem spodziewać wysypu doniesień medialnych w stylu „Niemcy hipokryci”, „Niszczenie środowiska w Niemczech trwa” itp. Co prawda można podziwiać poszczególne gminy, stowarzyszenia czy grupy Niemców, którym leży na sercu los przyrody i Ziemi- naszego jedynego miejsca do życia. Podobnie jest z resztą w przypadku USA. Mówienie jednak, że Niemcy jako kraj to niekwestionowany lider ochrony środowiska coraz częściej zakrawa o naiwność.

Brunatna strona polityki Niemiec

Obecnie, jak chyba nigdy wcześniej, konieczne jest pogłębianie wiedzy na temat ciemnej czy też brunatnej strony polityki energetycznej Niemiec. Trzeba demaskować prowokacje zwolenników odkrywek w Polsce, ale nie można się też ośmieszać. Polski ruch ekologiczny bardzo często stawia Niemcy jako wzór. Pomija natomiast to jak np. koncern RWE uzasadnia swoje plany dotyczące odkrywek. Nie można tez zamykać oczu na flirtowanie polityków niemieckich z koncernami energetycznymi. Sam problem z utworzeniem rządu w Niemczech, wraz z rosnącą popularnością partii populistycznych jak np. AfD, również wskazuje, że Niemcy mają swoje za paznokciami, jeżeli chodzi o brak odwagi na rozstanie się z paliwami kopalnymi. Znamienne jest, że partia AfD zanotowała swoje największe zwycięstwo właśnie na terenie okręgów odkrywkowych w Niemczech Wschodnich, a w landzie Nadrenia Północna-Westfalia zdobyła więcej miejsc w parlamencie niż Partia Zieloni, wchodząca wcześniej w skład koalicji rządzącej w tym landzie. To wszystko sugeruje też, że należy ostudzić fascynacje tym krajem jako promotora zielonej polityki, ponieważ na gruncie polskim z wielu powodów może się to okazać przeciwskuteczne. Niemcy nie są zawsze dobrym przykładem w kwestii promowania progresywności w Polsce. Po pierwsze jest to jeden z najbogatszych krajów na świecie, z którym trudno  porównywać Polskę.. Poza tym Republika Federalna Niemiec ma wiele na sumieniu jeżeli chodzi o politykę klimatyczną biorąc pod uwagę sumę historycznych emisji CO2. Wreszcie nie należy zapominać o wciąż tlących się wzajemnych animozjach zarówno ze strony polskiej jak i niemieckiej. Ruch ekologiczny i progresywny w Polsce może obecnie raczej  apelować do polityków w Niemczech i pokazywać im, że brak odważnego planu dotyczącego węgla w ramach m.in. polityki klimatycznej utrudnia nasze polskie starania o m.in. czyste powietrze czy transformację energetyczną. Romans Niemiec z węglem brunatnym jest też zbyt zawiłą sprawą, aby stawiać ten kraj za przykład dla naszego wciąż odkładanego  małżeństwa z europejską polityką niskoemisyjną.   

Hanna Schudy

mh

odkrywki.php: Relacja: Obóz klimatyczny w Nadrenii

EKO-UNIA na Obozie klimatycznym koło odkrywek i elektrowni na węgiel brunatny w Nadrenii

 
tytul: Stanowisko reaktywne KRR na porozumienie ws. budowy stopnia wodnego Siarzewotytul: Deklaracja Berlińska w sprawie amalgamatu dentystycznegotytul: Klimat i nauka vs politykatytul: Zrównoważona dewastacja rzektytul: Rzeki to nie sztuczne, wyprostowane cieki, to żywe  systemytytul: Ruszają zapisy do EkoWalentynek 2018tytul: Europejski wskaźnik jakości powietrza: aktualne informacje o jakości powietrza na wyciągnięcie rękitytul: Zablokowanie przemian energetycznych jest groźne dla gospodarki oraz  rozwoju D. Śląska i Polski
view_list  inne artykuły z tematu Odkrywki Europa - WL:
 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.