tytul: Dyktatura firm wielonarodowychtytul: 12 mld z kieszeni Kowalskich dla koncernów.tytul: Prezes zabija bezkarnietytul: Miasta będą się bronić przed zmianami klimatutytul: Prawie 870 mln euro z programu LIFE na działania na rzecz klimatutytul: Nasza cywilizacja żyje na kredyt przyszłych pokoleńtytul: Ekolog - strażnik boskiego stworzenia?tytul: Deklaracja słupska – nowa, progresywna polityka miejska
min
trendy

Co nowego w polityce energetycznej?

Trwa ofensywa dziwnego wojska. Nowe kopalnie węgla brunatnego chcą budować wszystkie dotychczasowe przedsiębiorstwa energetyczne z Konina, Bełchatowa czy Turowa, skupione w koncernie – Polskiej Grupie Energetycznej (PGE).
opublkowano 20 kwietnia 2015

Trwa myszkowanie po Polsce dla zajęcia pozycji strategicznych nad złożami. To już nie tylko okolice Konina, ale i dolnośląskie złoża koło Lubina – Ścinawy, południowa Wielkopolska, łódzkie. Największa ofensywa trwa jednak przy granicy z Niemcami na linii Gubin – Brody.

„Nie” dla odkrywek

Na Dolnym Śląsku sześć gmin leżących nad złożami przeprowadziło prawomocne referenda, gdzie ok. 95% obywateli powiedziało odkrywkom „Nie!”. Politycy dolnośląskiego sejmiku wojewódzkiego, naciśnięci przez gminy i wizję utraty głosów, przyjęli zakaz wydobycia węgla metodą odkrywkową na Dolnym Śląsku. W Wielkopolsce rozwścieczeni rolnicy zorganizowali wielkie protesty z blokadami dróg maszynami rolniczymi. Podobnie na Kujawach trwają protesty przeciwko lokalizacji nowych, gigantycznych dziur do wydobywania lignitu. W gminach Gubin i Brody już w 2009 r. prawomocnie w referendach sprzeciwiono się budowie odkrywki i trwa bój przeciwko jej lokalizacji na wielu frontach – politycznym, społecznym, propagandowo-medialnym.

We wszystkich tych miejscach protesty, które wiążą się z ludzkim być albo nie być, przybierają ostre formy. Trudno się dziwić. Po wybudowaniu odkrywki zniknąć ma na przykład połowa gminy Brody i jedna trzecia gminy Gubin. Skutki to kolejne przesiedlenia przesiedleńców, którzy przyjechali i wrośli tu już po wojnie ze wschodniej i centralnej Polski. To także zniszczenie rolnictwa na glebach I i II klasy – dziwne, że PSL, partia podająca się za chłopską, z jednym z jej liderów, byłym marszałkiem sejmu Józefem Zychem, w ogóle nie podnosi problemu trwałego zniszczenia rolnictwa, osuszenia terenów w promieniu wielu kilometrów, zniszczenia przyrody. Jedna wielka dziura w ziemi po to, aby zbudować elektrownię, która będzie zatruwała Polskę i Europę. Bowiem, czego dowodzi EPA (Europejska Agencja Ochrony Środowiska), elektrownie na węgiel, szczególnie brunatny, należą do największych trucicieli na kontynencie. Należą też do innej epoki i już wypełniły swoją misję w cywilizacji zagrożonej załamaniem klimatycznym.

Opór społeczności lokalnych wobec odkrywek przynosi pozytywną zmianę zaangażowania obywatelskiego. Pojawiają się starzy działacze i nowi ludzie, którzy walczą o swoje, przy okazji zdobywając i propagując wiedzę o alternatywach wobec węglowego scenariusza rozwoju Polski oraz o konieczności aktywnej ochrony klimatu. Aktywizują się organizacje ekologiczne i władze samorządowe, które protestują przeciwko działaniom PGE, wspieranym, na szczęście niejednoznacznie, przez władze centralne w tej energetyczno-klimatycznej wojnie. W gminach na tle zamiarów lobby kopalnianego rodzi się prawdziwe społeczeństwo obywatelskie. To paradoks naszych czasów, że obywatele i społeczeństwo budzą się w oporze do niechcianych inwestycji, w których politycy upatrują szansy na sukces swój i tego właśnie społeczeństwa.

Łańcuch Ludzi – międzynarodowy protest na granicy Polski

Po półrocznym przygotowaniu miał miejsce w Polsce największy w ostatnim 25-leciu protest przeciwko budowie odkrywek w Polsce i Niemczech. Porównuje się tę akcję do rangi, jaką niosła obrona Rospudy. Łańcuch rąk połączył planowane lokalizacje nowych kopalń – Kerkwitz i Grabice k. Gubina. Akcję zorganizował Greenpeace przy współpracy z miejscowymi organizacjami, jak Stowarzyszenie Nie kopalni odkrywkowej. Bez precedensu było czynne włączenie się po polskiej stronie w poparcie akcji i udział w niej utytułowanych organizacji ekologicznych jak m.in. Polska Zielona Sieć, Klub Gaja, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Fundacja Nasza Ziemia, Towarzystwo na Rzecz Ziemi, EKO-UNIA oraz jedynej partii – Zielonych, których oboje przewodniczący uczestniczyli w łańcuchu.

7,5 tysiąca ludzi z 27 krajów splotło dłonie na długości ok. 8 kilometrów. Trzymali różnojęzyczne transparenty. Stali na ziemi i w zimnych wodach Nysy Łużyckiej, czasem falowali i podnosili ręce na komendę. Łańcuch tworzyła różnorodność – byli w nim dzieci, młodzież, dorośli i seniorzy. Ludzie z sąsiednich wiosek i przyjezdni z różnych miast Polski i innych krajów. Pojawili się również zorganizowani przez PGE zwolennicy odkrywki, którzy chytrze wykorzystując wzorce Greenpeace’u weszli z transparentami „za odkrywką” na konferencję prasową protestujących, organizowaną przez Greenpeace. Zwolennicy finansowani przez PGE – do czego koncern przyznaje się w raportach rocznych – próbowali agitować uczestników Łańcucha, wypowiadali się przed kamerami i mikrofonami. Jednak, jak ktoś policzył, w kontrdemonstracji zebrało się ich zaledwie kilkunastu.

Ukazało się ok. 200 relacji przed, w trakcie i po manifestacji. Iwo Łoś z Greenpeace ocenia, że 80% materiałów było neutralnych lub pozytywnych dla idei protestu, a negatywnych tylko ok. 20%. Część mediów, wcześniej bardzo nieprzychylnych oporowi wobec nowych odkrywek, zmieniła nastawienie.

To zapewne zbieg okoliczności, że w zaprezentowanej w tym czasie przez Ministerstwo Gospodarki nowej polityce energetycznej („Polityka energetyczna Polski do 2050 r.”) węgiel brunatny ma marginalne znaczenie i planuje się wygasanie tego źródła energii elektrycznej. Czyżby wygrana?

Zaścianek i katastrofa – polityka weta wobec UE i promocja węgla jako element polityki energetyczno-klimatycznej

Można odnieść wrażenie, że rząd widzi polski interes w zachowaniu status quo – węglowej i monopolistycznej pozycji rodzimej energetyki. Jednak jeśli za coś zaczniemy płacić większą cenę, to nie za dwutlenek węgla, ale za utrzymanie monopoli energetycznych, w interesie których działa władza centralna. Polski rząd samotnie i z zapiekłością wetuje politykę energetyczno-klimatyczną UE. Zupełnie nie rozumie, że polityka ta ma nie tylko ważkie cele środowiskowe, ale jest też polityką gospodarczą Unii, która promuje innowacyjną, konkurencyjną gospodarkę i technologię, otwierając dla nich nowe krajowe i światowe rynki. Wystarczy popatrzeć na trendy globalne, a nie tylko na swoje kopalnie czy elektrownie. To w światowej energetyce słonecznej mamy w ostatnich latach roczny przyrost przychodów rzędu kilkudziesięciu procent. A w węglu czy atomie najwyżej stagnację lub spadek.

W Polsce mamy jedną z najnowocześniejszych fabryk paneli fotowoltaicznych, która tych technologii nie sprzedaje i nie rozwija u nas m.in. dlatego, że brakuje ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Cztery lata po terminie wynikającym z dyrektywy o promocji OZE zabijamy możliwość zrobienia setek tysięcy małych elektrowni na dachach naszych domów, bo brak tu interesu monopolistów energetycznych! Jeszcze by się okazało, że za prywatne pieniądze właścicieli domów wyeliminujemy potrzebę budowy elektrowni atomowych czy kolejnej odkrywki węgla brunatnego. Przecież do takiego ryzyka władza nie może dopuścić.

We wrześniu br. rząd zaprezentował projekt „Polityka energetyczna Polski do 2050 r.”. Ocenialiśmy go m.in. w cyklu „Energia dla Klimatu” w radiu TOK FM (audycja do osłuchania na eko.org.pl). Pozytywów tej polityki nie ma jednak wiele. Zaliczam do nich to, że:

a) jest coś nowego po latach obietnic,

b) mocno akcentuje się efektywność energetyczną i oszczędzanie energii,

c) zawiera opis różnych źródeł energii i priorytetów pokazujący ryzyka i złożone uwarunkowania, czyli rząd pośrednio stwierdza, że jednak nie jesteśmy nieomylni.

Negatywów, wpisujących się w filozofię polskiej polityki izolacji i weta, jest więcej:

a) rząd brnie w wariant węglowy (większość energii mamy mieć w 2050 z węgla kamiennego i brunatnego, 15% z OZE, 15% z atomu), nazywając go w sposób zupełnie nieuprawniony „zrównoważonym”, mimo że:

nie mamy ekonomicznie dostępnych zasobów węgla do wydobycia,
pogłębiamy dotowanie rozwoju górnictwa i energetyki opartej na węglu,
nie ma tu nic o kosztach zewnętrznych spalania węgla, a one są gigantyczne; połowa to koszty zdrowotne, obejmujące m.in. skrócenie życia przeciętnego Polaka w wyniku wdychania powęglowego pyłu zawieszonego o 9 miesięcy, 4 mln ludzi chorych na astmę, a 2,5 mln osób na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc,

b) przeceniana jest rola gazu łupkowego – dziś trudno odwoływać się do optymizmu sprzed kilku lat, gdyż m.in. mamy większą głębokość złóż niż w USA i wyższe koszty wydobycia; wycofało się kilka koncernów; pojawiają się kolejne dowody wysokiej szkodliwości środowiskowej i zdrowotnej tej technologii,

c) przeceniana ciągle jest szansa na rozwój energetyki atomowej – pojawia się całkowicie futurystyczny wariant atomowy (45–60% energii z elektrowni jądrowych),

d) dokument potwierdza planową dyskryminację OZE.

Podsumowanie

Posługując się przenośnią, można powiedzieć, że rząd mentalnie utknął po kolana w kopalni w mule węglowym i nie wie, że na powierzchni są ożywcze słońce i wiatr – polski zasób naturalny i odnawialny. A większość krajów Europy już wyszła z tego mułu na powierzchnię. Jak długo nasza specyfika ma polegać na tkwieniu tam na dole?

autor: Radek Gawlik

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.