tytul: Opinia przyrodnika  o polskich planach rozwoju żeglugi śródlądowejtytul: Ashoka Fellow Miesiąca – Radosław Gawliktytul: Szaleństwo czy metoda?tytul: Australia 2 –  Aborygeni, Titanic. Nadzieja w mieszaniu ras?tytul: Dlaczego warto zakończyć przełowienie w Europie? tytul: Zmiany klimatyczne podsycają konfliktytytul: Kosztowna iluzja żeglugi śródlądowej na polskich wodach.tytul: Beyond the Wood – the multiple services provided by Europe*s forests
min
trendy

Australia - o pokręceniu klimatycznym, migrantach, utylizacji jak wyspa, może “arka”

opublkowano 25 lutego 2017r.

 Piszę, nie żeby mi się bardzo chciało i tak za długo siedzę przed komputerem. Piszę, bo wielu z Was się pyta- jak tam? Poza tym myślę o Andrzeju, który ciągle prosi o świeże teksty na stronę-może ten mu się przyda…

Właściwie od 5 dni pracuję głową w Polsce, siedząc kilkanaście tysięcy kilometrów dalej w Melbourne. Wszystko przez technikę komputerową i internetową. Przyspieszenie cywilizacyjne nieznane z historii, powoduje, że Świat się bardziej chwieje. Po co było dwa dni lecieć, uczestniczyć w emisjach CO2? Teraz będę musiał sadzić długo drzewa, też dlatego, że w Polsce je się masowo wyrzyna.

Miało być urlopowo a jest służbowo. Ale już niedługo? Za kilka dni kończymy składać projekt, o którym nic wiecej nie napiszę, bo wróg czuwa. Za kilka dni też rozliczamy inny projekt, coroczny, wspierajacy społeczności sprzeciwiające się odkrywkom- dziurom w ziemi, osuszającym przyrodę i ludzi wokół. No i w końcu wystartuję z Polski i wyląduję, tu gdzie jestem.

Pokręcenie klimatyczne

Jak tam? Pytacie. Jest jakoś inaczej. Po raz pierwszy, a nie pierwszy raz zmieniam klimat radykalnie, nie mogę oswoić pory roku. Tu jest lato. Fajne, troche upałów, troche chmur, świeże powietrza od Oceanu i Zatoki Filipa. Idealne warunki. A ja mam kłopot, aby się przyjąć. Ciągle się łapię na tym jaka to jest pora roku, że to chyba przedwiośnie. Chodzi za mną ta nieoczekiwana już zima we Wro, gdzie 1,5 miesiąca mieliśmy mróz, lód i śnieg. Biegówki i łyżwy wokół domu. Tyle tego było, że nie zdążyłem pojechać w góry, jak nigdy. Doświadczam jakiegoś pokręcenia klimatycznego nie mogąc zaakceptować i przyjąć, że tu jest lato. Kwitną żółte róże w ogrodzie, gdzie mieszkam (Fot. Róże jak nasze). Pachną wielkie eukaliptusy Red River Gum, kwitnące na biało, otoczone przez pszczoły. Uch! Jak miód z nich pachnie. W Europie nie wąchałem niczego takiego. Kiedyś najstarsza z cioć -Wala przywiozła czarny miód podobno z Kaukazu. Może on mógłby się równać z tymi tu.

Na ulicach dzielnicy Richmond w ciągu dnia seniorzy, troche dzieci i mam. Reszta podobno pracuje. Widzę trochę mężczyzn z pobliskiej budowy domów w krótkich spodenkach, fartuchach i roboczych wysokich butach. Klasa robotnicza na lunchu w knajpie prowadzonej przez dzieci emigrantów z Włoch. Tania kawa i frytki z jakimś mięchem. Gadamy o migracji. Ponoć do Melbeurne, które liczy ok 4,5 mln ludzi, przybywa rocznie 100 tys nowych mieszkańców. Nie widac bezrobocia, choć widze dwóch kloszardów, zbierajacych drobne przez Colse’m, tutejszym, powiedzmy Lidlem. Luz, jeden pali papierosa ( bardzo rzadki widok, kampanie antynikotynowe zabiły dochody Tobaco), rozrzuca kilka drobnych na trotuarze. Nie ma czapki , ani kubeczka.

Jest boom w nieruchomościach. Wieści mówią, że kapitał chiński wykupuje place i mieszkania w Melbourne i ceny poszły mocno w górę ( Fot. Główna ulica Richmond). Na ulicach widać wielu ludzi z Azji, wiekszość to ponoć Chińczycy. Kupujemy świetne pieczywo w małej kafejce- piekarni u starszych emigrantów, chyba z czasów wojny z USA z Wietnamem. Widać szkołę francuską- bagietki, cruasanty z orzechami. Miasto to zabudowa parterowa i mnóstwo małych biznesów, wciaż się trzymają. Nie widać , że wpuszczono tu duże sieci handlowe. Ale są gigantyczne, w innych dzielnicach, męczę sie w nich podobnie jak w Polsce ( fot). To plus mniej sieci . Minus – ceny w niewielkim sklepiku ciastek, czy wina, prawie 2 razy większe niż w Coles’ie. Kapitalizm prospołeczny kosztuje?

To była wyspa- może arka.

Inny kapitalizm. Znajomy, który nas oprowadza po wyjątkowej fabryce, przedstawia swoich pracowników, w tym dwóch młodych przyszłych inżynierów ( studentów), którzy są bardzo dobrzy. Widać jak na dłoni, że są z Azji. Pytamy neutralnie skąd. Odpowiada Australijczycy. Za jakąś chwile pytanie się powtarza, znów pada ta sama odpowiedź. Nie drążymy. Tutejsza partia narodowa One Nation, ma już posłów w parlamncie, bazuje na ksenofobii, domaga się zakazu wjazdu kolorowych poza biała rasą. Nasz przewodnik wie co chce powiedzieć.

Fabryczka jest wyjątkowa, bo jest jedyną taką w Melbourne i całej Australii. Stworzona myślą i czynem -okupionym dramatycznymi kłopotami - właściciela, syna polskich emigrantów. Utylizuje odpadki spożywcze, różne, ale głównie pieczywa, z których powstaje mączka dla krów. Wszystko maszynowo, pracuje po 3 ludzi, na każdej z dwóch zmian dogladają procesu. Przerabiają ok. 50 ton odpadów spożywczych dziennie, które kiedyś lądowały na wysypisku. Chleb świeży, ale się wykrzywił przy wypieku. Do wyrzucenia- widze hałde kilku ton takiego chleba, których każdy kosztuje 5-7 dol australijskich.

Zobaczyłem co to jest firma innowacyjna. To słowo, odmieniane w Polsce od lat przez wszytskie przypadki, mam wrażenie , że najczęściej u nas nic nie znaczy. Gdy oglądamy skromny na oko zakład, właśnie pracuje się nad problemem odpadowych ciastek i serka topionego w zamkniętym w opakowaniu z plastiku w dwóch odrębnych cześciach. Otwierasz deczko z folii, wyjmujesz ciasteczko, maczasz w serku i do buzi. Sprobówałem- całkiem dobre. Bo ciasteczka kruche, nie przetrminowane ale są trzy, a powinno być cztery i… produkt do wyrzucenia. Otóż linię przetwarzania właśnie dostosowywano do tych ciasteczek. Cieknący ser będzie zmrożony- konstruowano zamrażarkę na linii produkcyjnej(?) - wypruty z plastiku i w stanie zmrożonym rozdrobniony i dodany do mączki chlebowej. Niezła jazda. Właściel powiedział, że każde odpady spożywcze przyjmuje i przerabia. Jak jest coś nowego musi rozwiązać problem- stąd inżynierowie i technicy- konstruktorzy maszyn i rozwiązań. Odzyskuje 99 % odpadów- powstaje hałda zmielonej karmy i kupy plastiku, papieru, metalu do odsprzedaży.

Rodzina mu mówiła, aby sprzedawał franczyzę na całą Australię. Ja też od razu zapytałem, czy może ten patent sprzedać, albo rozwinąć w innych miastach. Ale on nie jest zainteresowany. To chyba wbrew naturze kapitalizmu, ale właściciel ma alternatywne podejście wobec tempa zysków oraz kwestii społecznych. To ostatnie widać po tym kogo zatrudnia: Jugosłowanina ( pytałem czy to Serb, Chorwat, a on- JUGOSŁOWIANIN, i teraz nie wiem, czy gość to zwolennik Tito, czy to tęsknota za Jugosławią, jako protest przeciw czystkom bałkańskim, wyrzynaniu się sąsiadów w drodze do niepodległości narodowej), czarny jak heban chłopak z Afryki, chyba z Ghany, wymienionych wyżej dwóch młodych skośnookich inżynierów- AUSTRALIJCZYKÓW. Zatrudnia też innych Australijczyków, którzy są przecież mieszanką ras i nacji, chyba już bez przewagi brytyjskiej, ku zgrozie nacjonalistów.

Alternatywne podejście widać też po stosunku do ludzi, kumpelskim mało kapitalistycznym. Może właściciel po potomkach z dawnej Litwy, nosi w genach powiedzenie: „Tisze jedziesz, dalsze budiesz”.

( Fot. Z właścicielem i nagrodą z Polski)

Po jakimś czasie pomyślałem, że to jest wyspa- może arka. Taka niepozorna fabryczka, próbująca naprawiać cywilizację jednorazowego użytku. Oparta na głębokiej świadomości, ale też praktyczności i geniuszu właściciela w koszuli w kratę, dżinsach i trampkach. Ciekawe jak będzie to wyglądało za 10 lat?

Na koniec na pocieszenie- normalka jak z Polski.

Znajoma zapakowała baterie i żarówki zużyte i poszła do urzędu dzielnicowego spytać, gdzie może to oddać ( kiedyś już oddawała w tym urzędzie). Zapytany urzednik poważnie poradził jej , aby wyrzuciła do zwykłych śmieci, podkreślajac “zwykłych”, nie do segregowanych. Gdy oburzona zaczeła mu klarować, że to głupota, zanieczyści się wodę pitną metalami ciężkimi i to on będzie to pił, grzecznie jej podziękował, dając “uprzejmie” do zrozumienia, że “Pani przynudza”. Znajoma wbiła sie do drugiego urzędnika, aby się dowiedzieć, że jest gdzieś jedno miejsce odległe o kilka km w dzielnicy, gdzie można oddac baterie i świetlówki.

Mamy spotkać się akurat z radną partii Zielonch w dzielnicy Richmond. Spytamy ją o to, jak to możliwe, że dzielnica ma szafę pełną nagród dla Zrównoważonego Miasta( Fot. Sustainable Cities Award), a nie ma segregacji odpadów niebezpiecznych, z metalami ciężkimi jak baterie i świetlówki ?

Radek Gawlik, Melbourne 24.2.17

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.