tytul: Ekolog - strażnik boskiego stworzenia?tytul: Deklaracja słupska – nowa, progresywna polityka miejskatytul: Unia energetyczna, czyli europejska racja stanu tytul: Śródziemnomorska droga śmiercitytul: Debata Akademicka „U Przyrodników* tytul: Zwyciężamy w walce o ocalenie świata - w kwestii zmiany klimatu, Monsanto, naszych oceanów, Internetu, demokracji i innych!tytul: Samorządowa kontrrewolucjatytul: Świat: Wielka korupcja w inwestycjach węglowych
min
trendy

Jaka jest przyszłość polskich miast?

Debata nt. przyszłości polskich miast pojawiła się ponownie w momencie, gdy zaczęły powstawać ruchy miejskie.
opublkowano 20 grudnia 2014r.

Kwestionowały one rozwój miast jako centrów biznesu i rozrywki, którymi rządzą deweloperzy i prezydenci nastawieni na PR, rozwój miast „dobrej sprzedaży” siebie i produktu konsumpcyjnego. Wracają teraz pytania, które na początku lat 90. stawiały organizacje ekologiczne, a także niektórzy zieloni politycy. Niestety, stawialiśmy je wtedy zbyt nieśmiało. Choć zapewne ówczesny pęd do bogacenia się, posiadania samochodów, z równoczesną likwidacją „nierentownego” transportu publicznego i kolei był nie do okiełznania.

Powtórzenie drogi zachodnich krajów i miast w rozwoju motoryzacji indywidualnej sprzed 50 lat oraz chaos w planowaniu przestrzennym doprowadził nas do tych samych problemów, które możemy dostrzec na Zachodzie, tj. żywiołowego rozlewania się zabudowy miast na sąsiednie gminy, a także rosnących problemów komunikacyjnych, społecznych, ekologicznych i budżetowych.

Zieloni, ruchy miejskie i wiele organizacji pozarządowych zarzucają władzom miast, że w ogóle nie zdają sobie sprawy, iż żyjemy w XXI w. – wieku zmian klimatycznych, zatrutego powietrza, spadku jakości życia. Ludzie uciekają z terenów nieprzyjaznych (hałas, spaliny, upał) na prowincję. I nigdzie w Europie odpowiedzią na te zjawiska nie były nowe mosty i obwodnice dedykowane (postawionej na piedestale społecznym) motoryzacji indywidualnej. Rozwiązaniem może być tylko porządny, szybki transport publiczny.

Porażki wielu dotychczasowych prezydentów w I turach wyborów samorządowych pokazują, że obywatele zaczęli pytać, gdzie w tych wszystkich inwestycjach i „igrzyskach” jesteśmy my, mieszkańcy?

Droga donikąd

Zadać należy pytanie, czy propozycje rozwiązań wyżej wspomnianych problemów, prezentowane przez kontrkandydatów na prezydentów miast, są dostateczne. Czy są to tylko kosmetyczne próby wprowadzenia zmian? Na przykład częściowa poprawa transportu publicznego, nowa linia tramwajowa, ale równolegle budowa kolejnego mostu czy obwodnicy, aby udrożnić przejazd dla rosnącej liczby samochodów. Pora sobie i wyborcom uzmysłowić prawdę. Ta droga prowadzi do nikąd – problemy nie ustąpią, najwyżej zostaną przesunięte, podobnie jak korki, w których staniemy w dwa lata po inwestycji (średni czas, po którym liczba samochodów po wybudowaniu obwodnicy czy mostu kasuje efekt udrażniający danej inwestycji).

Duże miasta polskie z wielu względów muszą wkroczyć na drogę r(e)wolucji w dziedzinie transportu publicznego, wykorzystania roweru oraz planowania przestrzennego powiązanego z sąsiednimi gminami, z całą aglomeracją. Konieczna jest tu ścisła współpraca prezydentów miast z marszałkami województw. Inaczej problemy korków, spalin, presji silnych finansowo i politycznie deweloperów na resztki zieleni miejskiej (szczególnie ogrody działkowe) będą narastać. Ludzie będą uciekać z miast na prowincję i narzekać na brak infrastruktury i stanie w korkach przy wjazdach do miast. Dopóki starczy ropy…

Wystartowałem z Zielonymi w wyborach do Rady Miasta Wrocławia. Dzięki temu zobaczyłem problemy, których nie dostrzegałem zbyt wyraźnie, jako ten, który 15 lat temu uciekł z miasta poza jego granice do sąsiedniej gminy, uciekł w zieleń i ciszę, na wieś, której dziś pola coraz bardziej przypominają chaotycznie zabudowywaną przestrzeń, ze słabymi drogami, bez kanalizacji. W końcu dopadły mnie tu też obwodnica i droga szybkiego ruchu – chluby boomu inwestycyjnego związanego z Euro 2012. Mimo że stosunkowo odległe (ok. 0,5 i 1 km) i oddzielone laskami i polami, skutecznie zniszczyły panującą w tym miejscu ciszę. Miasto i jego problemy zapukały w moje okna.

Rodzące się wątpliwości

Wrocław uchodzi za miasto prawdziwie europejskie. Ma światłego prezydenta, który przez 12 lat przyciągnął tu szereg inwestycji, dających wiele tysięcy miejsc pracy, a także konsekwentnie wyremontował centrum. Miasto dofinansowuje i organizuje wiele imprez na wysokim poziomie. Wszyscy przyjezdni nam zazdroszczą, chcą tu mieszkać. Wrocław i jego gospodarz byli i są powszechnie chwaleni.

To, niestety, tylko część prawdy. Są też inne fakty, które przebiły się do opinii publicznej i doprowadziły do II tury wyborów. Kontrkandydaci, w tym Zieloni, a także wiele organizacji pozarządowych, krytykowali miasto za ukrycie zadłużenia w spółkach miejskich (ok. 3,5 mld zł), deficytowy, drogi stadion, zbudowany na Euro 2012, obłędną rzeź ponad 30 tys. starych drzew, która (mimo propagandowych nasadzeń i obietnic w trakcie kampanii) nie została zatrzymana przez prezydenta. Krytykowali plan likwidacji 99% ogrodów działkowych, tj. ok. 1300 ha najcenniejszych przyrodniczo terenów pod tzw. deweloperkę, brak udziału obywateli przy podejmowaniu decyzji, rozrost biurokracji miejskiej, arogancję urzędników oraz samego prezydenta, który odmawiał debaty w I turze. Pojawiły się bardzo niepokojące sygnały o konfliktach interesów, nepotyzmie i wreszcie korupcji w Urzędzie Miejskim (m.in. artykuły w „Gazecie Wyborczej”). Na ile te sygnały są miarodajne i czy rzeczywiście Urząd Miejski tak chwalonego na zewnątrz Wrocławia to współczesna stajnia Augiasza? Tego nie wiemy, choć jako Zieloni zdecydowaliśmy się złożyć do Najwyższej Izby Kontroli wniosek o kompleksową kontrolę finansów Wrocławia.

Czego potrzebujemy?

Miasta będą musiały się zmieniać. Wrócić do zarzuconych (często przez ludzi, którzy zmieniali system 25 lat temu) ideałów pierwszej Solidarności:

Potrzebujemy więcej demokracji i partycypacji obywateli, innej ordynacji wyborczej, proporcjonalnego liczenia głosów, które da szanse politycznym ruchom obywatelskim, nie tylko dużym trzem partiom.

Potrzebujemy rewolucji w planowaniu przestrzennym. To władze miasta we współpracy partnerskiej z mieszkańcami, a nie deweloperzy mają dyktować warunki. Trzeba wskazać przystanki publicznego transportu szynowego bądź kołowego, wokół których powstaną osiedla. Trzeba zdecentralizować miasta w sieć osiedli – małych miasteczek, które pełniłyby różne funkcje, pozwalające ograniczać mobilność mieszkańców.

Potrzebujemy rewolucji w transporcie miejskim, hamowania (w strategiach transportowych od wielu lat mówi się o defaworyzacji) motoryzacji indywidualnej i budowy sprawnych, szybkich systemów transportu publicznego oraz rozwoju infrastruktury rowerowej.

Potrzebujemy szacunku dla istniejącej zieleni i rozwoju miast ogrodów i zielonych sieci, gdzie ludzie będą chcieli mieszkać, pracować, przebywać i podróżować. To jest możliwe i konieczne m.in. ze względu na ochronę zdrowia i konieczność poprawy jakości powietrza. Jakości fatalnej w całej Polsce, głównie ze względu na tzw. niską emisję z mało sprawnych kotłów i ogrzewanie domów niskiej jakości węglem.

Miasta muszą mieć programy przeciwdziałania zmianom klimatu i adaptacji. Wycinanie drzew i ogrodów jest absurdalne w związku z falami upałów, które nadejdą. Najwyższa pora to zauważyć – szczególnie, gdy niektórym miastom dane było zostać Europejską Stolicą Kultury.

Radosław Gawlik

Partia Zieloni

Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.