tytul: Ministerstwo Środowiska o odpadach po szczelinowaniutytul: Państwo to kto ? Kto jest dysponentem  złóż podziemnych?tytul: Czy szczelinowanie jest przyczyną śmierci zwierząt?tytul: Wysokie zanieczyszczenie powietrza w pobliżu odwiertów ropy i gazu z łupkówtytul: Rumunia: protesty przerywają poszukiwania gazu łupkowegotytul: Zakaz wydobywania łupków w Nowosądeckiemtytul: Rolnicy z Żurawlowa wzięli udział w COPtytul: Brednie Chevronu i gaz łupkowy w Polsce [wideo: powielane reklamy Chevronu]
min
gaz z łupków

250 dni. Kiedy wytchnienie dla Żurawlowa?

Na początku lutego 2014 roku minie 250. dzień protestu mieszkańców Żurawlowa i okolicznych miejscowości przeciwko poszukiwaniu i eksploatacji gazu łupkowego.
opublkowano 25 stycznia 2014r.

To szczególnie niechlubny jubileusz dla polskiego rządu, biernych parlamentarzystów, lubelskich urzędników samorządowych oraz niewydolnego systemu „demokracji przedstawicielskiej III RP”.

Chociaż członkowie lokalnych społeczności z gminy Grabowiec wyrazili swą wolę jednoznacznie, potwierdzając ją wielomiesięcznym protestem w postaci stacjonarnej blokady na miejscu oraz udziałem w pikietach, marszach i debatach na terenie całego kraju, Donald Tusk i jego ministerialni współpracownicy podtrzymują stan permanentnej konfrontacji w spokojnym dotąd, wiejskim obszarze, położonym na północ od Zamościa [1]. Stroną w sprawie, i to bardzo ofensywną, pozostaje amerykański koncern Chevron. Przedstawiciele firmy (w tym m.in. John Claussen, Grażyna Bukowska, John Watson i George Kirkland), która zaczynała działalność w Polsce pod marką Texaco i jest właścicielem koncesji Grabowiec, za wszelką cenę dążą do realizacji zadań umożliwionych im dzięki przychylności Ministerstwa Środowiska – a te obsadzone przez rządowych funkcjonariuszy realizuje linię Platformy Obywatelskiej.

Chevron i dwuznaczne zachowanie jego reprezentantów wzbudziły wątpliwości mieszkańców już na samym początku. Członkowie lokalnych społeczności poznali wiele sceptycznych ekspertyz na temat możliwego wpływu technologii szczelinowania hydraulicznego, tak jak chociażby badania naukowców z Duke University [2]. Przedstawiciele koncernu zamiast zaprezentować logiczne kontrargumenty, zbiegli 19 stycznia 2012 roku ze spotkania z mieszkańcami, nie podejmując rzetelnego dialogu [3]. Gdy wreszcie po kilku wcześniejszych incydentach, 3 czerwca 2013 roku około sto osób zablokowało dojazd do działki wydzierżawionej przez Chevron, uniemożliwiając mu rozpoczęcie inwestycji, firma podjęła długą wojnę podjazdową z mieszkańcami [4]. Wynajęła nisko opłacanych ochroniarzy doglądających terenu i kamerzystę w trybie całodobowym filmującego protestujących. Wkrótce w ruch poszły donosy na policję i trwające postępowanie sądowe wytoczone najbardziej aktywnym uczestnikom blokady [5]. Z końcem ubiegłego roku Ministerstwo Środowiska zyskało doskonałą okazję by zakończyć tą konfrontację. Postanowiono jednak nie tylko podtrzymać pat, ale nadać mu nową, bardziej energiczną dynamikę.

6 GRUDZIEŃ, A JEDNAK NIE KONIEC

6 grudzień 2013 roku mógł okazać się datą przełomową. W ten dzień, zgodnie z warunkami udzielenia koncesji, wygasało 5-letnie pozwolenie dla Chevronu umożliwiające mu aktywność w obrębie gminy Grabowiec. Przedstawiciele firmy, zdeterminowani by kontynuować działalność w Żurawlowie i nieodległej Ministrówce zwrócili się o jej przedłużenie. Organ decyzyjny, Ministerstwo Środowiska, jednym zdaniem odmownym mógł zapobiec dalszej eskalacji problemu. Byłby to spóźniony akt autorefleksji. Przypomnijmy, że wszystkie koncesje wydane przez decydentów z Warszawy i mogące rzutować znacznie na życie lokalnych społeczności, rozdano bez konsultacji z najbardziej zainteresowanymi sąsiadami przyszłych inwestycji. Miejsca na realny proces partycypacyjny zabrakło i tym razem. Ministerstwo Środowiska, jak za moment przeczytamy, z nowym przełożonym na czele, postanowiło przedłużyć okres obowiązywania koncesji „Grabowiec” na następne dwa lata, z terminem końcowym 6 grudnia 2015 roku [6].

Nowe warunki pozwolenia obejmują „obligatoryjne wykonanie 300 km2 sejsmiki 3D oraz opcjonalne wykonanie 2 odwiertów do maksymalnej głębokości 5000m z możliwością wykonania po jednym odcinku horyzontalnym o maksymalnym zasięgu poziomym do 2000m”[7]. Koncesja obostrzona jest dodatkowo zakazem „wykonywania otworów wiertniczych o głębokości większej niż 1000m, w strefach ochrony ujęć wody, na obszarach zbiorników wód śródlądowych i na obszarach objętych formami ochrony przyrody. Jak zauważają protestujący, teren koncesji leży w całości na największych udokumentowanych zbiornikach wód podziemnych w Polsce. Zmniejszy to pole manewrowe Chevronu w tej konkretnej koncesji, nie zażegna jednak trwającego sporu, który rozpoczyna się od kwestii fundamentalnej: „wiercić czy nie wiercić”; a przecież i mieszkańcy sąsiedniego Rogowa odnotowali negatywne zmiany środowiskowe po samych badaniach sejsmicznych w 2011 roku [8] Podkreślić należy nadto, że warunki określone przez Ministerstwo Środowiska są tylko prawnymi regulacjami, pozbawionymi odpowiedniej egzekucji. W niedawnym raporcie dotyczącym poszukiwania gazu łupkowego Najwyższa Izba Kontroli wskazała na wiele nieprawidłowości, które towarzyszą temu procesowi i dotyczą zarówno działań rządu, administracji publicznej i prywatnych firm. W omawianym przez nas kontekście szczególnie rażącymi pozostają: brak nadzoru urzędów górniczych nad wszystkimi wykonanymi odwiertami poszukiwawczymi, a także niewystarczająca kontrola ze strony Państwowego Instytutu Geologicznego i Ministerstwa Środowiska [9]. Wskazanie NIK uznamy za szczególnie ważne jeżeli uświadomimy sobie jednocześnie, że Chevron nie uniknął wycieku ropy naftowej w 2011 roku na Oceanie Atlantyckim w strefie wód brazylijskich – łamiąc regulacje koncesyjne, wykonał odwiert o 500 metrów głębszy od dopuszczalnego, nie posiadał także na stanie sprzętu umożliwiającego lokalizacje awarii [10].

DETERMINACJA PERSONALNIE OBNAŻONA

Pragnienie rozwiązania konfliktów społeczno-środowiskowych trudno rozpoznać w ostatnich personalnych posunięciach Donalda Tuska. W trakcie trwania warszawskiego Szczytu Klimatycznego odwołał on ze stanowiska jakkolwiek politycznie dyspozycyjnego Marcina Korolca, na jego miejsce powołując dotychczasowego wiceministra finansów, Macieja Grabowskiego. Teoretycznie, mniejsze doświadczenie w sferze środowiskowej, nowy minister mógłby nadrobić szczerą wolą zadbania o równowagę środowiskową. Jednakże już w dniu swojej nominacji Grabowski nie pozostawił wątpliwości, że rola rozpisana dla niego w MŚ będzie czysto technokratyczna. Patrząc w dziesiątki obiektywów skoncentrowanych na swojej osobie, nieskromnie oświadczył, że zadaniem jego będzie „przyśpieszenie wydobycia gazu łupkowego” [11]. Nie zatem bezpieczeństwo, dialog, namysł i rozwijanie alternatywnych wariantów, dobrych i akceptowalnych dla środowiska i społeczeństwa – ale lobbowanie na rzecz jak najszybciej eksploatacji. A zatem, powołując Grabowskiego na ministra środowiska Tusk naruszył fundamentalną zasadę wzajemnej samokontroli ministerstw, które reprezentując odmienne sektory funkcjonowania państwa, występują jako adwokat innej sfery interesu publicznego i dopiero z tej pozycji poszukują wspólnego, zrównoważonego rozwiązania.

Jeżeli Tusk koniecznie chciał nobilitować Grabowskiego mógł utworzyć specjalnie dla niego, osobne ministerstwo energetyki i górnictwa. Dotychczasowy wiceminister finansów, czego nie ukrywa, interes środowiskowy zamierza reprezentować w znamienny dla siebie sposób. Realizując program „liberalizacji gospodarczej”, na podstawie swoich domysłów, gotowy jest zmniejszyć obostrzenia dotyczące ochrony środowiska. Skąd to wiemy? Oddajmy głos samemu Grabowskiemu, który powiedział: ”WYDAJE MI SIĘ, że można osiągnąć cele związane ze środowiskiem, łącząc je z gospodarczymi w bardziej przyjazny dla inwestorów sposób” [12]. Nie będąc zatem wcale tego pewien, i jak należy przypuszczać, nie wiedząc jak to zrobić, zamierza popierać z góry wytyczony cel sprowadzający się do ułatwień w eksploatacji kopalin. Typowo fiskalna rola nowego ministra środowiska stała się jeszcze bardziej czytelna gdy niespełna trzy miesiące po jego powołaniu, ogłoszono plan zaboru kilkuset milionów złotych wypracowanych przez Lasy Państwowe i przekazania tej kwoty na rzecz budżetu państwa i budowy dróg lokalnych [13]. Leśnicy, ekolodzy i aktywiści społeczni ostrzegają: to może być celowy przedwstęp, zmierzający do osłabienia wydolności Lasów Państwowych, a co za tym idzie, do ich przyszłej prywatyzacji. Maciej Grabowski od początku objęcia urzędu występuje jako syndyk który osadzony został w resorcie środowiska nie w celu dbania o interes szeroko pojętego ekosystemu, a właśnie po to by wyrywać zeń co smaczniejsze i zasobniejsze kąski. Patrząc na ostatnie posunięcia nowego ministra środowiska nie ulega wątpliwości, że na „wzór hiszpański” byłby jednym z pierwszych, który chciałby dodatkowo opodatkować pozyskanie energii słonecznej, gdyby tylko jej rola w ogólnym bilansie energetycznym uległaby zwiększeniu

W OCZEKIWANIU NA ZMIANY

Technokratyczna, poliarchiczna struktura decyzyjna reprezentowana przez Macieja Grabowskiego jako ciało zawłaszczone przez koterie polityczne reprezentuje bardzo ograniczony model skupiony na własnej woli i procedurach. Po drugiej stronie w Żurawlowie, w gminie Grabowiec, obserwujemy oddolny ruch mieszkańców, którzy nie zgadzając się na poszukiwania gazu łupkowego i obecność Chevronu, swoją wolę wyrażają poprzez społeczną mobilizację i bezpośrednie, demokratyczne działanie. Niezdolność polityków Platformy Obywatelskiej do wsłuchania się w tą wolę, mówi nam wiele nie tylko o ich osobistej apodyktyczności, ale i o deficycie demokracji wpisanym w instytucje które reprezentują. Mieszkańcy Żurawlowa chociaż ponownie lekceważąco potraktowani przez decydentów z Warszawy, nie słabną i utrzymują swój protest. Na przekór logice zysku i centralnego planowania wytrwale bronią podstawowych postulatów: prawa do ziemi, samorządności, czystości środowiska, ochrony wody i zrównoważonego rozwoju. Dają nam wszystkim prawdziwą lekcję demokratycznego działania i dbałości o społeczność i przestrzeń w którą wrośli, nie zapominając przy tym o społecznościach odległych, borykających się z tymi samymi problemami co i oni: o rumuńskim Pungesti i brytyjskim Balcombe [14]. Mieszkańcy gminy Grabowiec zasługują na wsparcie jeszcze większe, niż te okazane im do tej pory.

Autor: Damian Żuchowski

 
link terra
Materiały zgromadzone na serwisie dostępne są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe.